Hell Sonja (2022), #1-5

,

Numer 1. Numer 2. Numer 3. Numer 4. Numer 5.

Numer trzeci.

Numer trzeci serii jest ciekawszy od poprzednich konceptualnie, lecz utyka narracyjnie. Najlepszym pomysłem zeszytu – i jednym z lepszych całej serii – jest to, że bóg nie żyje (a przynajmniej gdzieś zniknął), natomiast Piekło i Niebo wciąż działają. To, że Piekło jest głodnym dusz mechanizmem pozostawionym przez boga, wiedzieliśmy już z numeru pierwszego. Teraz odkrywamy, że Niebo również jest pozostawioną bez właściciela infrastrukturą. Co więcej, jest ono planetarnej wielkości komputerem przechowującym zmarłych jako dane i generującym dla każdego prywatny raj. To coś pomiędzy chrześcijańskim niebem z cyberpunkowym twistem, a kosmicznym systemem operacyjnym funkcjonującym po śmierci administratora.

W tym zeszycie bardziej ironiczna jest również idea modlitwy. Przebywający w niebiańskim raju mężczyzna imieniem Harold – gdzie raj to zapętlone wspomnienie urodzin z dzieciństwa – zostaje zaatakowany przez Root Rota. Będąc w Niebie, decyduje się oczywiście szukać pomocy poprzez modlitwę. Ta jednak trafia prosto do Piekła. Piekielna Sonja odbiera ją i wysyła oddział ratunkowy do bezradnego Nieba.

Fakt, że Niebo funkcjonuje jak gigantyczna infrastruktura komputerowa, otwiera komiks na kilka interesujących kwestii. Funkcjonuje ono na zasadzie katalogu, gdzie zmarli są danymi przechowywanymi w pamięci. Księżycowa Sonja – sama będąca sztuczną inteligencją – pyta: „czy ludzka dusza naprawdę może zachować człowieczeństwo po przekształceniu w cyfrowe dane?” Innymi słowy, czy kopia człowieka jest jeszcze tym samym człowiekiem? To dość cyberpunkowe rozważanie dotyczące ciągłości tożsamości po jej skopiowaniu/przeniesieniu do wirtualnej rzeczywistości. Niestety Hastings ma tak dużo pomysłów, a tak mało przestrzeni na ich realizację, że interesujące problemy otrzymują ledwie kilka dymków rozważań, po czym akcja pędzi dalej. Scenarzysta trochę zresztą miesza tutaj dwa odrębne problemy: możliwość istnienia świadomej osoby cyfrowej oraz zachowanie ciągłości konkretnej ludzkiej tożsamości po jej skopiowaniu do komputera. Żeby wszystko wyjaśnić musi się więc posiłkować licznymi ekspozycyjnymi dialogami, a że tutaj dotyczą one przede wszystkim zagadnień technologicznych, dużą część numeru wypełnia technobabble rodem z najbardziej przejaskrawionych pod tym względem odcinków Star Treka: Następnego pokolenia.

Innym ciekawym pomysłem jest antagonista. Root Rot to gra słów; root w systemach Unix/Linux to uprzywilejowane konto administratora. Innymi słowy Root Rot zdobywa dostęp typu root, czyli najwyższe uprawnienia pozwalające mu przejąć kontrolę nad serwerem Nieba. Ale root rot oznacza również zgniliznę korzeni roślin, często związaną z patogenami grzybowymi lub grzybopodobnymi. To z kolei łączy go z grzybem z poprzedniego numeru. Choć w dużej mierze zeszyty wydają się być luźno powiązane, Hastings sugeruje ich silniejsze połączenie poprzez różne pomysły. W poprzednim zeszycie Sonje mierzyły się z biologicznym rozkładem, w trzecim – z rozkładem cyfrowym. W tym cyberpunkowym przepisaniu religii istnieją też serafini, tradycyjnie istoty otaczające tron Boga. W tym cyberpunkowym przepisaniu religii pojawiają się również serafini – istoty z wizji Izajasza znajdujące się przy tronie Boga. Hastings wykorzystuje ich związek z boską przestrzenią i przekształca w rodzaj anielskich strażników systemu, pilnujących, aby żadna żywa istota nie dokonała uploadu świadomości do Heaven Server

Tym samym w świecie Hell Sonji podział na Niebo i Piekło nie odpowiada prostemu podziałowi na dobro i zło. Do Piekła mogą trafić ludzie dobrzy – mąż Czerwonej Sonji jest na nie skazany – a całym niebiańsko-piekielnym systemem można manipulować. Co zresztą czyni Piekielna Sonja.

Finał zeszytu robi też coś, co znacząco podnosi ocenę całej miniserii: pokazuje, że pomysły rozrzucone po poprzednich numerach zaczynają składać się w jedną fabułę. Niestety, to też wpływa na uwydatnienie głównych wad Hell Sonji, czyli jej przeładowania treścią. Hastings w około dwudziestu stronach zeszytu chce przeprowadzić szturm na Niebo, przedstawić cybernetyczną naturę Raju, opisać historię hakera, dać każdej Sonji moment, wrzucić dyskusję o cyfrowej tożsamości, rozwinąć historię męża Czerwonej Sonji, kontynuować rozwijanie motywu kontraktu, powrócić do grzyba z poprzedniego zeszytu i ujawnić centralnego antagonistę. To stanowczo za dużo. Qualano dodatkowo używa mnóstwa skośnych, wzajemnie przecinających się paneli. W Niebie wygląda to nawet dobrze – kadry przypominają okna, fragmenty danych albo uszkodzony interfejs – ale razem z szybkim scenariuszem sprawia jednak, że olejne strony czasem bardziej przelatuje się wzrokiem, niż rzeczywiście czyta.

Pages: 1 2 3 4 5

Posted on