Hell Sonja (2022), #1-5

,

Numer 1. Numer 2. Numer 3. Numer 4. Numer 5.

Hell Sonja, #1–5

Scenariusz: Christopher Hastings
Rysunki: Pasquale Qualano (#1–4), Andres Labrada (#5)
Kolory: Kike J. Díaz (#1–2, #4), Ellie Wright (#3, #5)
Liternictwo: Jeff Eckleberry
Wydawca: Dynamite Entertainment
Publikacja: 12 stycznia – 18 maja 2022

Okładki: Lucio Parrillo (okładki A), Jae Lee (B), Junggeun Yoon (C), Joseph Michael Linsner (D) oraz fotograficzne okładki z cosplayami Gracie the Cosplay Lass (E).

Komiks rozpoczyna się niczym klasyczne sword & sorcery. Znajdujemy się na świecie rodem z dark fantasy, podbijanym właśnie przez niejakiego Hrodulfa, który ma zamiar złożyć mieszkańców tego świata demonowi Asmodeusowi. Hastings prędko tę konwencję rozsadza: po modlitwie jednego z więźniów o pomoc, na miejsce akcji przybywa klasyczna Czerwona Sonja, ale nie jest sama. Towarzyszą jej Niebieska Sonja z karabinem, Księżycowa Sonja będąca androidem, Złota Sonja – przemytniczka z ukradzionym smokiem itd.

Ten mash-up gatunków, świadomy własnej kuriozalności, jest głównym motorem pierwszego zeszytu miniserii. Hell Sonja, korzystając z idei Sonjawersum wrzuca w jeden tytuł różne odmiany pulpy. Niebieska Sonja reprezentuje militarystyczne kino akcji, Księżycowa – science fiction, Złota – space operę, Piekielna i Purpurowa – dark fantasy i horror. Hastingsowi udaje się je połączyć całkiem dobrze, co stanowi największą zaletę komiksu.

Przez wszystkie pięć numerów miniseria rozwija obraz Piekła i Nieba, budując zaskakująco interesującą mitologię Sonjawersum. Podczas pierwszego spotkania z Hell Sonją Piekło nie jest tu tyle miejscem moralnego osądu rodem z chrześcijańskiej tradycji, ile raczej kosmicznym mechanizmem. Dawny bóg zawarł z Sonjami układ: dał im siłę, aby mogły walczyć, ale dusze pokonanych przez nie wrogów miały trafiać do Piekła. Bóg już nie istnieje, natomiast „głód Piekła” pozostał. Jeżeli nie dostanie dusz, zacznie pożerać multiwersum. Piekielna Sonja nie próbuje zlikwidować tego systemu; zamiast tego decyduje się samodzielnie wybierać, kim będzie karmić infernalny apetyt.

Pomysł ten jest moralnie ambiwalentny – wszak Sonje stają się praktycznie dostawcami „paliwa” dla dosłownie potwornego systemu – lecz Hastings stara się unikać zagłębienia w bardziej niepokojące kwestie, dotyczące decyzji, kto i dlaczego zasługuje na piekielny los, cczy modlitwa ofiary jest wystarczającą podstawą do wskazania winnego i czy w ogóle istnieje jakiś boski sąd? Mimo wszystko nie brak tu przewrotności. W pierwszym numerze najciekawsza polega na tym, że modlitwy osób błagających o pomoc trafiają nie do Nieba, a do Piekła.

Strukturalnie komiks wyraźnie nawiązuje do popularnego onegdaj serialu Drużyna A. W materiałach promocyjnych pojawia się nawet zdanie: „jeśli dopadł cię ktoś naprawdę zły, jesteś wystarczająco zdesperowany i nikt inny nie może pomóc, być może twoja modlitwa zostanie usłyszana przez Piekielną Sonję”. Stanowi ono czytelną przeróbkę formuły z serialu. I faktycznie konstrukcja Hell Sonji jest do niej podobna, acz wzbogacona elementami rodem z gier RPG: specjalistyczny oddział, każda postać ma inną funkcję i osobowość, dostajemy plansze w rodzaju kart postaci (świat pochodzenia, zdolności, motywacje), następuje misja, plan natychmiast się sypie, bohaterki improwizują i zaraz ruszają dalej.

Największymi wadami komiksu, jak i całej miniserii, są poczucie humoru i prędki tok narracji. O ile jednak żartobliwy ton czasami potrafi być dobrze wykorzystany, o tyle tempo praktycznie nigdy nie hamuje. W pięciu zeszytach mieści się ogrom pomysłów, stąd postaci nagminnie zalewają nas nadmiernie ekspozycyjnymi dialogami, a akcja często pędzi na łeb na szyję.

W kontekście humoru jego dwa oblicza – pozytywne i negatywne – widać już w pierwszym numerze. Hrodulf jest przekonany, a komiks początkowo pozwala czytelnikowi mu wierzyć, że Asmodeus jest faktycznym królem Piekła. Hastings najpewniej nieprzypadkowo wybrał to imię, Asmodeus w dawnych tradycjach figuruje wszak jako potężny demon, a czasem nawet król demonów. Ale staje się to przyczynkiem do żartu z niewiedzy śmiertelników na temat funkcjonowania piekła. A propos pozakomiksowych nawiązań, warto dodać, że Hastings nawiązuje także do Inferno Dantego, poprzez przywołanie siódmego kręgu Piekła, przeznaczonego dla winnych przemocy – m.in. tyranów i morderców – a więc odpowiedniego dla Hrodulfa.

Niestety w innych miejscach humor stanowi osłabienie komiksu. Każda postać zostaje właściwie sprowadzona do komediowego archetypu i niemal każde wydarzenie – nieważne, jak makabryczne czy dramatyczne – jest punktowane żartem, co nasuwa skojarzenia z komiksami czy filmami ze stajni Marvela. Innymi słowy, jeśli ktoś oczekuje horroru – a oczekiwać mógł, bo w materiałach promocyjnych ten gatunek jest wymieniany jako jeden z głównych obok action/adventure – to srodze się zawiedzie. Mimo że znajdziemy tu Piekło, szkielety czy demony, to ton komiksu jest żartobliwy i przygodowy, stąd jest to pozycja kierowana raczej do miłośników pulpowego fantasy.

Co ciekawe, marketing jest wyraźnie bardziej erotyczny niż wnętrze zeszytu. Dynamite kusił czytelników ogromną liczbą wariantów okładek i edycji incentive, z których wiele prezentuje mniej lub bardziej rozerotyzowane wizerunki Piekielnej Sonji. To klasyczne zagranie Dynamite: bad-girls i pulpowa seksualność są mocno eksponowane na okładkach, ale właściwe komiksy okazują się zwykle pozbawione tej prostej erotyki.

Rysunki

Pasquale Qualano jest solidny, ale większe wrażenie robi energia plansz niż samo rysowanie postaci. Jest tu dużo skośnych kadrów, nakładania się na siebie paneli i plam przenikających poza ramki. Dzięki temu zeszyt szybko się czyta, a sceny akcji są dynamiczne. Najlepiej wypadają momenty, kiedy gatunki zderzają się wizualnie: Sonja w kolczudze obok karabinu szturmowego, smok kontra broń palna, średniowieczny zamek połączony z międzywymiarową technologią. Tego typu pomysły najbardziej zapadają w pamięć.

Kolory Kike’a J. Diaza znacząco wzmacniają oprawę komiksu. Większość pierwszej części jest zatopiona w pomarańczach i czerwieniach, później pojawiają się zimne zielenie związane z Księżycową Sonją i piekielną energią. Daje to silną jedność wizualną, choć przyznać trzeba, że czasem wszystko staje się trochę zbyt jednolite.

Ale właściwie która Czerwona Sonja?

Postać diablicy z mieczem przeszła kilka rebootów, lecz nie oznacza to, że jeden reboot zupełnie anulował poprzednie wersje postaci. Istnieje bowiem Sonjawersum, gdzie wszystkie warianty rudowłosej wojowniczki mają się dobrze. Powstała w 1973 roku marvelowska Sonja – ta ze słynnym originem dodanym jej w 1975: wymordowanie rodziny, gwałt, pojawienie się bogini Scáthach, dającej Sonji zdolności bojowe wraz z przysięgą, że nie będzie z mężczyzną, który wcześniej nie pokona jej w walce – została zresetowana w 2013 roku przez Gail Simone (Dynamite początkowo kontynuowało model bliższy klasycznej wersji postaci). Jej Sonja nie zostaje zgwałcona, nie otrzymuje kunsztu walki od Scáthach i nie składa seksualnej przysięgi. Przeżywa zagładę swojej społeczności, radzi sobie sama, potem trafia do niewoli i przez lata walk gladiatorskich rozwija swoje zdolności.

Czerwona Sonja z Hell Sonji jest wariantem pomyślanym jako klasyczna Sonja, wywodząca się z modelu stworzonego przez Marvela w latach 70. Sama miniseria stanowi zaś spin-off Sonjaversal Hastingsa i Qualano. W ujęciu Hastingsa – reinterpretującym oryginalny origin bez konieczności rebootu – rudowłosa wojowniczka odrzuciła swoją przysięgę i nie chce już zabijać dla swojego boga ani wysyłać dusz do Piekła. Scenarzysta interpretuje boski dar jako transakcję, w której Sonja została wykorzystana. Bóstwo daje jej siłę, ale każdy zabity przez nią człowiek staje się paliwem dla systemu. Sonja w końcu orientuje się, czym naprawdę była jej „przysięga”, i odmawia dalszego udziału. Nie chcę sugerować, że Hastings prowadzi feministyczną dekonstrukcję originu z 1975 roku, ale trudno nie zauważyć, że to, co pierwotnie przedstawiano jako odzyskanie siły i sprawczości po traumie, u niego zostaje przekształcone w opresyjny boski kontrakt.

Pages: 1 2 3 4 5

Posted on